Europa walczy o paliwo, nie o cenę
Europa zaczyna konkurować z Azją o fizyczne dostawy paliw, a rosnące niedobory sprawiają, że rynek mierzy się już nie tylko z wyższymi cenami ropy, lecz także z ograniczoną dostępnością surowca. Nawet jeśli Brent krótkoterminowo spadnie, napięcie na europejskim rynku paliw może się utrzymać. W Polsce ceny rosną, Pb95 zdrożała w ostatnich dniach łącznie o 40 groszy na litr, a diesel o 62 grosze, a presja na indeksy paliwowe w kwietniu utrzymuje się mimo stabilizacji ropy. W praktyce oznacza to rosnącą presję na marże i płynność firm transportowych, zwłaszcza przy opóźnionym przenoszeniu kosztów na klientów.
Ubiegły tydzień na rynku ropy po raz kolejny potwierdził, że notowania Brent od kilku tygodni nie zachowują się jak klasyczny rynek, na którym cena wynika z równowagi podaży i popytu. Obecnie rynek nie wycenia poprawy fundamentów, lecz ryzyko geopolityczne oraz prawdopodobieństwo, że część fizycznych dostaw z regionu Zatoki Perskiej pozostanie ograniczona. W ciągu jednego tygodnia rynek poruszał się o ponad 10 USD w obu kierunkach, bez zmian w europejskim popycie czy aktywności gospodarczej, które mogłyby to uzasadnić.
Podstawowa przyczyna pozostaje bez zmian
Źródło problemu się nie zmieniło. Marcowy raport International Energy Agency określa obecną sytuację jako największe zakłócenie podaży w historii globalnego rynku ropy. Przepływy ropy i produktów przez Cieśninę Ormuz spadły z około 20 mln baryłek dziennie do poziomu bliskiego zeru, a producenci z regionu Zatoki ograniczyli wydobycie o co najmniej 10 mln baryłek dziennie. Problem wykracza jednak poza to, co przestało opuszczać region. Azja, odpowiadając na niedobory, intensywnie zabiega o dostawy z Morza Północnego, Stanów Zjednoczonych oraz Afryki Zachodniej. W efekcie Europa nie zmaga się już tylko z wyższymi cenami ropy, ale również z ograniczoną dostępnością surowca, który w standardowych warunkach trafiałby na inne rynki. Nawet przy krótkoterminowym spadku notowań Brent napięcia na europejskim rynku paliw mogą się utrzymywać.
Zmienność jako nowa norma: co to oznacza dla klauzul paliwowych
Pojedyncza informacja z Waszyngtonu lub Teheranu może w ciągu kilku godzin przesunąć ceny ropy o kilka dolarów. To moment, w którym zaczyna się problem dla firm transportowych w Czechach i całej Unii Europejskiej. Przewoźnicy nie kupują ropy Brent, lecz olej napędowy. IEA wyraźnie wskazuje, że diesel i paliwo lotnicze należą obecnie do najbardziej wrażliwych segmentów rynku, przy czym ceny diesla w Europie reagują z opóźnieniem i nie zawsze proporcjonalnie do zmian ropy.
Trzy scenariusze na najbliższe tygodnie
• Deeskalacja konfliktu i częściowy spadek cen: Brent mógłby spaść w okolice 100 USD za baryłkę, ale nadal pozostawałby wyraźnie powyżej poziomów z początku roku. W tym scenariuszu klauzule paliwowe działałyby również na korzyść klientów. Realny spadek wymaga jednak poprawy sytuacji w Cieśninie Ormuz, niższych kosztów ubezpieczeń oraz powrotu transportu morskiego do normalnych warunków.
• Przedłużające się napięcia i Brent w przedziale 100–120 USD: najbardziej prawdopodobny scenariusz, w którym zmienność staje się nową normą, a kluczowe znaczenie mają elastyczność kontraktów i zarządzanie płynnością.
• Dalsza eskalacja i wzrost w kierunku 130 USD+: mniej prawdopodobny, ale realny scenariusz. Bez szybkiej aktualizacji stawek i klauzul paliwowych przewoźnicy mogą znaleźć się pod silną presją marż i płynności.
Obecnie firmy transportowe powinny mniej czasu poświęcać próbom przewidywania „właściwego” poziomu ceny ropy Brent, a więcej na to, jak szybko są w stanie przełożyć jej zmiany na stawki, klauzule paliwowe i strategię zakupową. To właśnie ma dziś kluczowe znaczenie.
Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce